zero waste idea - co to znaczy
POZA KUCHNIĄ

Zero Waste – co to znaczy ?

Życie zero – waste

Zero waste mniej więcej możemy przetłumaczyć jako “zero marnotrawstwa”, “brak śmieci”.

Nie będę Was bajerować – moje życie nie jest idealnie zero waste. I myślę, że rzadko czyje jest. Niełatwo jest podążać za tą ideą w 100%, szczególnie, kiedy świat wokół tego nie ułatwia.
Ale zawsze możemy się starać robić krok do przodu. Każdego dnia, powoli, robić coś lepiej i lepiej.

Od zawsze przerażała mnie ilość śmieci, jakie produkuje chociażby jedno gospodarstwo domowe. Kiedy minęły czasy wrzucania wszystkiego do “jednego wora”, a w życie weszła segregacja odpadów, wszyscy z łatwością zauważyliśmy, że najwięcej jest plastiku. W moim domu rodzinnym od zawsze był na ogrodzie tzw. “kompost” ale co z resztą? Z tonami plastikowych butelek, metalowych puszek, kartonami po sokach czy foliowych torebkach ? Tych zawsze było pełno. Wszędzie.

I byłam ogromną ignorantką. Niby człowiek gdzieś tam podświadomie zdawał sobie sprawę, że gdy przyjedzie śmieciara to problem nie wyparuje z momentem, gdy pojazd zniknie za rogiem naszej ulicy. Ale co robiliśmy? Nic. No bo przecież skoro ktoś tam wziął torbę, gdzie starannie pozgniataliśmy nasze butelki, to na pewno będzie wiedział co z tym zrobić. Guzik prawda.

Śmieci nie znikają w momencie, kiedy się ich pozbędziemy !

Recykling, zmniejszanie ilości odpadów, ograniczanie… to coś dużo więcej i wymaga od nas znacznie większego wysiłku.

Plastikowa śmierć, plastikowa wyspa

Nie będę Wam opisywała, jak to wszystko dokładnie działa, bo słyszy się o tym coraz więcej i coraz częściej – i chwała mediom za to.

Wiemy, że plastikowe śmieci pustoszą oceany, że giną miliony (!) zwierząt. I wiemy, jak wielką krzywdę robimy tym samym sobie.

Czasami zastanawiam się jednak, dlaczego ludziom jest tak trudno. Dlaczego trudno jest zamienić im jednorazowe butelki na bidony,  a reklamówki na wielorazowe torby na zakupy. Przecież tak naprawdę wystarczy tylko pamiętać, by mieć je przy sobie.

500 tysięcy ton plastikowych toreb trafia co roku do oceanów. Postarajcie sobie to wyobrazić, zwizualizować. Żółwie mylą je z meduzami, przez co zdychają w okropnych męczarniach. Albatrosy połykają plastikowe nakrętki. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

A może słyszeliście o śmieciowej plamie – “wyspie”  na Oceanie Spokojnym? A wiecie o tym, że jest pięciokrotnie większa niż Polska? US Navy szacuje, że pływa tam… ok. 3 milionów ton odpadów, w tym 1,8 biliona (!) kawałków plastiku. DRAMAT.

Świadome życie, poruszanie się po naszej planecie, powinno być naznaczone przyświecającą nam ideą – wiarą, że każdy z nas MOŻE coś zmienić na tym świecie. Twoje życie nie musi być totalnie bezśmieciowe, czyli zero waste. Może być less waste (mniej marnotrawstwa) i to już będzie sukces.

Chęć zmiany

Jeszcze całkiem niedawno nie zdawałam sobie sprawy, że można aż tyle produktów kupić “luzem”. Wystarczyło dosłownie odrobinę wyściubić nos ze strefy komfortu. To pozwoliło mi między innymi poznać cały ogrom wspaniałych, lokalnych produktów, które może są odrobinę droższe, niż te w supermarkecie, ale są też zdecydowanie warte tych dodatkowych paru groszy.

W najbliższych miesiącach chciałabym podzielić się z Wami wskazówkami i poradami, jak żyć “bardziej zero waste”. Da się. Nie poddawajcie się na samym wstępie, bo naprawdę warto. Każdy z nas jest wart tych zmian równie mocno, co nasza planeta.

To nie jest utrudnianie sobie życia, a jego upraszczanie. “Less is more” jak to mówią!

Myślę, że mój dom nie jest i nigdy nie będzie zero-odpadowy. Ale bardzo się staram i tego też Wam życzę. Znajdźmy w tym swoją równowagę, ale nie żyjmy pod kloszem, nie bądźmy ignorantami. Przecież Ziemia to NASZ DOM.

Moim pierwszym krokiem była rezygnacja z foliowych torebek. Uważam, że to jest najlepsza rzecz, jaką można zrobić na samym początku. Wspólnie z mamą zaczęłyśmy szyć woreczki i torby z bawełny, z lnu i innych naturalnych materiałów. Chodząc z nimi na zakupy, zawsze widziałam ogromne zdziwienie zarówno klientów, jak i pracowników sklepu. Bawi mnie to do dziś.

Pierwotnie robiłyśmy je tylko dla siebie. I potem przyszła myśl – dlaczego nie podzielić się tym z innymi? Mając w domu stosy pięknych tkanin, odpaliłyśmy maszynę do szycia.

haftowana torebka zero waste

O ekotytkach

Jak widzicie, na stronie oprócz przepisów, relacji z podróży itp. pojawił się również sklepik internetowy. Chcemy zaproponować Wam coś od siebie, a dokładniej ekotytki, czyli ręcznie szyte woreczki i torby na zakupy, które tworzymy z naturalnych materiałów, nadając im nową formę. Do ich wykonania sięgamy po tkaniny, które kolekcjonujemy z mamą od wielu lat. Jeśli Cię zainteresują, zapraszamy najpierw to poczytania “O EKOTYTKACH“, a jeśli nasz pomysł Ci się spodoba, może zechcesz odwiedzić nasz SKLEP zero waste.

Wkrótce sporo nowości, m. in. ręcznie szyte ściereczki i ręczniki.

Na koniec chciałabym Was zaprosić do zapoznania się z moją nową stroną, a raczej nową odsłoną dotychczasowego bloga, który mieścił się na stronie www.wegetari-anka.blogspot.com.
Od tego momentu będziemy widywać się tutaj. Cieszę się, że udało mi się w końcu postawić na własny adres, mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać równie często, co poprzednio 🙂

P.s. Przypatrzcie się zdjęciu na górze.. zrobiłam je kilka lat temu na  Seszelach, na wyspie La Digue. Chłopiec zbiera rzeczy wyrzucone przez ocean, porzucone przez ludzi..Nawet w tym raju było wiele takich smutnych obrazków.

 

7 komentarzy

  • Urszula Oliwek

    Sama niedawno pisałam o tym tekst. Zarówno o samej idei jak i o robieniu zakupów. Ja również jestem bardziej less waste niż ZW. Ale bardzo, bardzo się staram!

    Super, że o tym napisałaś. Im więcej nas, tym lepiej 🙂

  • Ania W

    zdjęcia oceanów pełnych plastiku dają do myślenia. Od kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy staram się bardziej ekologicznie podchodzić do różnych tematów. Ograniczyłam zużycie plastiku, zwłaszcza toreb, których kiedyś odkryłam w domu dziesiątki. Nauczyłam się zawsze mieć przy sobie torbę na zakupy, a gdyby sprzedawali tylko takie większe torebki- po 5 zł, zapewne jeszcze więcej osób częściej poszłoby na zakupy z własnymi torbami.

  • Weronika

    Coraz bardziej wkręcam się w styl życia eko. Odmawiam innym przyjmowania ulotek, gazetek, reklamówek i plastikowych słomek. Staram się kupować na wagę i sypać do swoich woreczków, słoikom po ogórkach i torbom daję drugie życie w ramach zabaw DIY z moimi córkami. Zaszczepiam w nich miłość do planety i radość z bycia razem, a nie posiadania. Całą rodziną robimy gadżety dla dzieci i sadzimy rośliny w butelkach i słoikach. Może to mało w skali świata, ale wierzę, że są inni którzy też się tego podejmą i dając przykład naszym dzieciom możemy coś zdziałać dla Ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *